Uchwycone w kadrze
Zdjęcia wykonane w Pruskich
Pruskie w czasie
Tutaj prezentowane będą zdjęcia Pruskich z różnych lat
Mam nadzieję, że dzięki nim uda się ocenić zmiany, jakie zachodzą w naszej miejscowości.
W Pruskich wszystkie pory roku są piękne, jak widać na poniższych zdjęciach tego samego miejsca.


Na dobry początek proponuję letnią wycieczkę po Pruskich lipiec 2014 roku
A tutaj zimowa wycieczka po Pruskich
31 stycznia 2015
Jesienne piękno zapowiada nieuchronną, zimową smutę
13 października 2018
Przebieżka wokół zachodniej dzielnicy Pruskich.
Zaczyna się jesień - 27.09.2024


















Pan Mirosław Kumiński - wspomnienie
Pana Mirosława Kumińskiego poznałem najpewniej 6 lipca 2000 roku, kiedy w świeckim notariacie kupowałem siedlisko Pruskie 4 z rąk pięciu spadkobierców. Jedną z tych osób był Pan Mirosław (właśnie zdałem sobie sprawę z tego, że mam 52 lata na karku w 2018 roku, dokładnie jak Pan Mirosław, kiedy go poznałem). Po niedługim czasie zorientowałem się, że mam okoliczność z bardzo sympatycznym człowiekiem i budowlanym mistrzem, który znaczył swoją pracą nie tylko zabudowania zakupionego przeze mnie siedliska, ale również całą okolicę.
Dom w "Pruskich 4" był wtedy w schyłkowym stanie i wymagał natychmiastowego ratunku, by nie przerodzić się w całkowitą ruinę. Zacząłem od chałupniczego pokrywania gołego styropianu pozostawionego przez rodzinę, która wytrzymała w Pruskich 4 bardzo krótko. Nie pamiętam już, czy to ja byłem taki odważny, czy też Pan Mirek był łaskaw mi coś podpowiedzieć...., tak czy inaczej był to początek naszej współpracy nakierowanej na uratowanie domu jego rodziców (Państwa Ireny i Ludwika Staniszewskich) i jednocześnie mojego nowego, życiowego WYZWANIA.
Pierwszym dziełem Pana Mirka było dokończenie moich nieudolnych prac elewacyjnych na szczycie domu od strony świetlicy (lato 2001), a kolejną - tynkowanie nagich murów w korytarzu domostwa.
Latem roku 2002 rozpoczęliśmy wielką robotę, polegającą na wymianie dachu domu mieszkalnego. Stara, przeciekająca dachówka cementowa została zerwana, najsłabsze elementy więźby dachowej wymienione, całość została odeskowana i pokryta papą. Głównymi pomocnikami Mistrza Mirosława byłem ja, syn Pana Mirka - Szymon (w owym czasie nastolatek), a pod koniec mój tata (Wacław Białkowski). Była to mordercza praca, ale warta tych wszystkich opowieści, żartów, wspomnień, historyjek z piekła rodem i - nade wszystko - radości z robienia czegoś wartościowego. Nauczyłem się wtedy wielu powiedzonek Pana Mirosława, które najpierw skwapliwie przyswoiłem, a potem wysłałem w świat. Chyba najtrudniejszym dla nas obu momentem tej budowlanej operacji była nawałnica, która o godzinie 3:15 nad ranem (tuż po zakończeniu przyjęcia urodzinowego Pana Mirosława) zerwała wszystkie zabezpieczenia na częściowo rozebranym dachu. Już po paru minutach woda przeniknęła przez stropowe trociny, zalała całą chałupę i zaczęła wypływać z domostwa wejściowymi drzwiami. Chciałem zerwać zasłony, po których płynęły strumienie deszczówki, ale prąd elektryczny okazał się rozjuszonym bykiem, gdyż puszki elektryczne były już pełne. Nagle zrobiło się ciemno, ponieważ spaliły się bezpieczniki topikowe. Na boso i w majtach pobiegłem przez rynek do domu Państwa Kumińskich, by prosić Majstra o ratunek .... Tej nocy przeszliśmy na TY ... Zawsze jednak najbardziej pasowała nam konwencja "Szanowny Panie", ponieważ dodawała nam ona nieco powagi i nadziei w boju o rzeczy z góry skazane na przegraną.
Drugą naszą najważniejszą robotą było wykonanie ogrodzeniowych fundamentów i obsadzenie w nich słupków dookoła siedliska Pruskie 4. To już historia z roku 2006. Oprócz mnie i Pana Mirosława pomocnikami przy realizacji tego zadania byli Pan Jerzy Różyński i Pan Jan Pliszka.
Na razie pomijam nasze drobniejsze wyczyny z szacunku dla ograniczonego czasu potencjalnych czytelników. Będę się starał uzupełniać tę opowieść o naszych spotkaniach. Dzisiaj zakończę na stwierdzeniu, że Pan Mirosław był jedynym znanym mi Człowiekiem, który potrafiłby swoją jednoręczną cieślicą bezkrwawo chłopa ogolić.
Za każdym razem, kiedy wychodzę na ganek i opieram się o tę drewnianą konstrukcję wymyśloną przez Mirka,
widzę Go, jak patrzy na mnie z ukosa tym swoim pobłażliwym wzrokiem i już wiem, co dzisiaj zrobiłem źle.
Fotograficzne pamiątki:




Jesień 2021 roku jest już inna:
pięknieją Pruskie i piękniejsze jest życie




